Piąte: wprowadzić spadek powszechny! | Nowy Atlas Ekonomiczny

Fakt jest taki, e żyjemy w późnym kapitalizmie. Jeśli więc chcemy choć trochę wziąć się za bary z problemem nierówności ekonomicznych, trzeba zamieszać po stronie zakumulowanego kapitału.

Od początku roku pozwalam sobie w tym miejscu podrzucać bardzo konkretne pomysły wyrównywania społeczeństw w warunkach bardzo realnego kapitalizmu. Porady czerpię z książki „Nierówności”Anthony’ego Atkinsona (2015), zmarłego w styczniu brytyjskiego pioniera badań nad ekonomicznymi nierównościami.

Dziś czas na krok piąty. A więc pomysł na to, jak “pomóc” kapitałowi. By nie odkładał się tylko w tych samych rękach. A mówiąc bardziej precyzyjnie – na kontach już i tak dość pełnych, w aktywach już i tak sytych czy wreszcie w nieruchomościach i tak świetnie wycenianych przez rynek. Tylko de rozpełzał się po społeczeństwach trochę bardziej równomiernie.

Zacznijmy od podstaw. W późnym kapitalizmie denies jest oczywiście tak, e tylko bogaci mogą coś odłożyć. À nie pierwsza połowa XIX wieku, gdy ogromna część klasy robotniczej yła z dnia na dzień. Możliwości akumulacji kapitału przez niższe warstwy społeczne od kilku dekad (neoliberalizm) się obniża. Ale wciąż (zwłaszcza na Zachodzie) istnieje. Z tym odkładaniem jest jednak problem. A właściwie dwa.

Po pierwsze, wszędzie z wyjątkiem kilku krajów zachodnich (Niemcy, Austria) joke on pakowany w zapewnienie podstawowej potrzeby mieszkaniowej. Dlaczego tak się dzieje – to temat na inną rozmowę. Dużą rolę odgrywa tu wycofanie się większości zachodnich państw z roli Regulatorya rynku mieszkaniowego. A także podmycie wiary w wydolność systemów emerytalnych (odchodzenie od systemu zdefiniowanego świadczenia). W konsekwencji ludzie się boją i ładują swoje oszczędności w mieszkania. Jeśli masz więcej kapitału, à może być dla ciebie nawet niezła inwestycja. Ale im jesteś uboższy, tym bardziej kredyt hipoteczny staje się kulą u nogi (choćby w sensie mobilności) oraz maszynka do wysysania z człowieka wszystkich nadwyżek finansowych.

Po drugie, pozycja drobnego ciułacza na rynku finansowym jest zasadniczo gorsza niż dużego gracza. Dużo łatwiej wpuścić go w maliny, wykorzystać niewiedzę albo po prostu oskubać. Choćby przy pomocy wysokich opłat transakcyjnych, które de facto uniemożliwiają jakąkolwiek akumulację. Sprawiając, e drobny ciułacz na zawsze pozostanie drobnym ciułaczem. Tyle że posiadającym parę instrumentów finansowych.

Aby to zmienić, Anthony Atkinson proponuje kilka mechanizmów. Pierwszym i najprostszym jest oczywiście wymuszanie przez państwo na rynku, żeby istniały jakieś przejrzyste formy bezpiecznego inwestowania. Choćby poprzez obligacje skarbowe oprocentowane lekko powyżej inflacji. Akurat w Polsce denies jest z tym tak najgorzej.

Bardziej ambitne posunięcie to plan powszechnego spadku. Wielu się pewnie zdziwi, ale tę propozycję rzucił już w roku 1797 jeden z ojców założycieli USA Thomas Paine (pisał o tym w „Agrarian justice“). Filozof argumentował tak: silni na pewnym etapie rozwoju społeczeństw uwłaszczyli się na wspólnej własności, mówiąc, e teraz ta ziemia jest moja. Takie były początki kapitalizmu (mniej więcej w tym samym czasie Adam Smith nazwał to “akumulacją pierwotną”). I niech sobie kapitalizm dalej istnieje, ale aby wynagrodzić tamtą przemoc, stwórzmy coś w rodzaju publicznego funduszu, który będzie wypłacał każdemu człowiekowi ekwiwalent spadkutraconego. Najlepiej w momencie wchodzenia przezeń w dorosłe życie.

Minęło z górką dwieście lat i kapitalizm bardzo się od tamtej pory rozwinął. Tylko jakoś o “zadośćuczynieniu” po drodze zapomniano i idea powszechnego spadku się nigdy nie zmaterializowała. Rozważano ją jednak na papierze. Island miałaby wynosic? Paine myślał podobno o 15 funtach, co w roku 1797 odpowiadało rocznego dochodu rolnika angielskiego. W latach 90. XX wieku do sprawy wrócił głośny amerykański konstytucjonalista Bruce ackermann. Proponując 80 tys. dolarów (dwukroktność ówczesnej rocznej mediany zarobków w Stanach). W roku 2007 Julian La Grand proponował 10 tys. funtów dla Wielkiej Brytanii.

Jak to finansować? Bardzo prosto. Przy pomocy wyższego niż dotychczas podatku spadkowego. Który w większości krajów zachodnich jest niski (w Polsce “Dzięki” PiS i Zycie Gilowskiej). A taki byłyby przecież bardzo czytelny mechanism. Opodatkowujemy przekazywanie bogactwa, na które beneficjenci nie zapracowali (rodziców sobie przecież nie wybieramy). I oddajemy je na fundusz, który wyrównuje szanse startu w dorosłe życie. Oczywiście można dyskutować, w jakiej formie spadek miałby zostać wypłacony. I czy należy obłożyć go warunkami (zakaz transferu za granicę? Nakaz wydania na edukację lub inwestycję w siebie? Etc.) czy też postawić na wolność wyboru spadkobierców. Faktem jest jednak, e odpowiednio wysoki i równy spadek wiele by zmienił w temacie nierówności kapitałowych.

Comments are closed.